Kary i nagrody czyli… jak nie wychować rozkapryszonego TYRANA

Karanie i nagradzanie dziecka przedszkolnego.

SONY DSC

Wychowanie dziecka  to skomplikowany proces.  Jak pokazało  życie  tzw. wychowanie  bezstresowe  (bez karania) jest skuteczne, pod warunkiem że  chcemy mieć w domu małego  rozkapryszonego TYRANA.  Rodzice oczekują  jednak  innego efektu wychowawczego.

Wychowywanie dziecka wymaga takiego systemu porozumiewania się,  by maluch  otrzymywał  od rodziców  JASEN KOMUNIKATY,  co jest pożądane  w jego zachowaniu  a co nie. To chyba oczywiste, że to czego rodzice oczekują od dziecka w jego zachowaniu nie może być sprzeczne z tym co dziecko obserwuje w postępowaniu rodziców…   A jeśli się tak zdarza, np. mama krzyczy do dziecka – „nie krzycz”, winna dziecko przeprosić, powiedzieć że  „źle się stało że krzyczałam”. Dziecko dostaje wtedy ważny komunikat: dorośli także popełniają błędy, ”mama przyznaje się do błędu –  ja też będę się przyznawać”.

Kiedy dziecko już wie jak się zachowywać, czego oczekuje od niego otoczenie,  należy je  zmotywować do  pożądanego przez nas  zachowywania się.   I do tego  potrzebny jest właśnie SYSTEM KAR I NAGRÓD.

Zanim jednak ukarzemy dziecko, musimy ocenić jego czyn. Czy zbiło talerz z powodu nieuwagi, ciasnoty w pomieszczeniu  etc…… czy  świadomie , czy  …… z zamiarem szkodzenia.  A może chciało zwrócić na siebie uwagę mamy nadmiernie skupionej na pracy lub opiece nad drugim dzieckiem. Gdy uznamy, że powinno być ukarane  –  najpierw opanujmy własny gniew, bo emocje podsuwają niedobre pomysły na karanie dziecka. Musimy pamiętać, by karać a nie odreagowywać własne emocje  na dziecku. To trudne i nie zawsze się udaje.  Dobrą karą dla malucha jest posadzenie go w kąciku (kanapie, poduszce ….etc) i nakazanie, by przemyślało co zrobiło źle i przyszło o tym powiedzieć rodzicowi. Ten moment refleksji jest mniej ważny, istotne jest to, że dzieciak zostaje zmuszony do powiedzenia co zrobił nie tak i dlaczego.  Niejedno dziecko wolałoby lanie niż konieczność przemyśliwania swych przewinień.

Ważne jest posłuchanie dlaczego  dziecko zrobiło coś złego,  bo może to zmienić naszą ocenę czynu. Wyobraźmy sobie sytuację, że  maluch podarł książeczkę, zrobił ewidentnie coś złego. Może się jednak okazać, że tak rozładował negatywne emocje „do wilka złego” w bajce o „Czerwonym kapturku”.  Nie możemy wtedy  malucha karać  za podarcie książeczki,  powinien  jednak uczestniczyć w naprawieniu szkody. Pamiętajmy także, że karą jest pozbawienie nagrody np. dzisiaj nie zjesz ulubionego ciastka albo loda…

Gdy dziecko wdroży się w system kar i nagród  wychowanie będzie przebiegało sprawnie, naturalnie wraz z rosnącym dzieckiem  będą  się pojawiały nowe problemy.

Jest kilka jasnych zasad  karania,  a mianowicie:

1. Kara musi być adekwatna do czynu, za który chcemy dziecko ukarać. Oceniamy czyn z punktu widzenia dziecka – wprawdzie stłukło bezcenną porcelanę po prababci, ale nie znało przecież  jej wartości i nie zrobiło tego celowo.

2. Kara musi być nieuchronna tzn. zrobiłeś źle – kara musi być. Najkorzystniejsze jest stosowanie „naprawiania szkody”, a także uświadamianie skutków kary – gdy dziecku zrobi się przykro nie ma sensu go karać , bo celem kary jest zrozumienie  że się źle postąpiło i żal że tak się stało.  Gdy dziecku jest przykro już jest ukarane. Obietnica poprawy wystarczy, chyba że sytuacja się powtarza.  W amerykańskich filmach obserwuje się często sytuacje, kiedy małolat stwierdza „przecież przeprosiłem”,  jakby przeprosiny załatwiały sprawę. Nie o to chodzi!

3. Kara powinna być natychmiastowa. Czego nie należy rozumieć zbyt dosłownie. Znając swe dziecko wiemy co  jest karą zbyt odległą. Rezygnacja z pójścia do Zoo dla wielu trzylatków może być karą zbyt odległą.  Zasada karania przemyśleniem swych przewinień jest dobra, dziecko się wycisza , może coś tam przemyśli…….

Wymyślając karę dla dziecka, które przecież doskonale znamy, musimy wiedzieć czy ono jest w stanie ją wykonać. Nie wypowiadajmy poleceń,  których dziecko nie spełni, tracimy tylko autorytet i nic nie zyskujemy. Dla bardzo ruchliwego dziecka kara 5 min odsiadki na poduszce może być torturą, zadaniem niewykonalnym, dziecko nie wytrzyma tego czasu w bezruchu, zatem stosując karę musimy mieć przekonanie, że dziecko raczej wypełni nasze polecenie. Natomiast „dziecko-myśliciel” takiego polecenia może nie odebrać  jako karę.

Najlepiej byłoby w ogóle nie stosować kar, posługiwać się tylko nagrodami. Warto codziennie wieczorem pomyśleć jaki był danego dnia stosunek kar do zastosowanych nagród. Jeśli przeważają kary to nasz system wychowawczy jest nienajlepszy.

Konieczne jest także uwzględnianie prawidłowości rozwojowych w ocenie zachowania dziecka , np. normalnym  jest że trzylatek nie chce się dzielić zabawkami. Trudno go za to karać, trzeba rozmawiać. Dopiero gdy dostanie informacje zwrotne od innych dzieci, że nie jest to pożądane zachowanie,  zacznie się proces jego socjalizacji  i  w efekcie dziecko z czasem zacznie dzielić się zabawkami , współdziałać w zabawie. Rodzice winni podpowiadać przedszkolakowi jak się powinien  zachowywać i jakie są skutki jego  zachowań. Dziecko samo podejmie decyzję jak się zachowywać. Gdy dziecko  poniesie porażkę społeczną (nie dzieli się zabawkami –  dzieci nie chcą się z nim bawić) i będzie smutny, wtedy  rodzice są od utulenia, wytarcia zasmarkanego nosa  a nie od pocieszania,  że to świat jest zły a ich synek/córka kryształowi.

Dzieci  boją się  kar, ważne jest by system kar był dla nich przewidywalny, wtedy gdy coś zbroją nie będą przeżywały lęków, tylko  świadomość  czekającej ich kary.

Nagrody  są miłe i potrzebne jako zachęta.  Nagrody stosowane w nadmiarze rozleniwiają. Stosowane nieumiejętnie i w nadmiarze, często nieadekwatnie mogą powodować u dziecka zawyżoną samoocenę, bezkrytycyzm. Nagrody powinny być stosowane nieregularnie, wtedy są dostrzegane przez dziecko. Nagrody winny być „kołem zamachowym”. Nagradzając za dobre zachowanie wycofujmy się stopniowo.  Ostatecznym celem jest  by dziecko  czerpało przyjemność z faktu że jest grzeczne, kulturalne, by nie robiło tego dla mamy, taty, nagrody  – tylko dla siebie.

Pozdrawiam i wracam do szafy, Elżbieta