ROZMAWIAĆ… ALE JAK??

Rozmawiać –  jak z dzieckiem czy jak z małym człowiekiem?

ss3

W zachowaniu dziecka – jak w lustrze – odbija się jego otoczenie. Dlatego uważnemu psychologowi łatwo odczytać styl komunikacji rodziny z dzieckiem.

Dziecko mówiące stanowczo „NIE” – zapewne ma w swym otoczeniu osobę konsekwentnie wyrażającą zakazy, a  dziecko skłonne do negocjacji  nauczyło się tego od kogoś bliskiego. Dziecko, które nie słucha argumentacji i wrzaskami wymusza uwagę – prawdopodobnie nie jest wysłuchiwane przez otoczenie, traktowane jako małe, nie mające prawa głosu.

Oczywiście, poza naśladownictwem, także typ temperamentu i parę innych czynników mają wpływ na styl komunikacji dziecka z otoczeniem. To, o czym napisałam jest uproszczeniem;  może stanowić wskazówki do analizy stylu komunikacji w rodzinie.

Z dziećmi rozmawiać można na dwa zasadnicze sposoby: jak z dzieckiem lub jak z małym człowiekiem.

Są osoby, które z niezrozumiałego dla mnie powodu, rozmawiając z dzieckiem seplenią, cieciają się, mówią w stylu ”ja być Kali” , jednocześnie traktując dziecko jak własność, której nakazuje się i rozkazuje. Osoby tego typu używają w rozmowie z maluchem głównie słów zdrobniałych: pieniążki, noseczek, kubeczek, podusia …..etc. Troszkę rzecz jasna przejaskrawiłam, ale naprawdę czasem tak jest. To wcale nie znaczy, że błędem jest używanie zdrobnień, ale nie wolno ich nadużywać. Należy dostarczać dziecku prawidłowych wzorców komunikacji i mowy, istnieje bowiem obawa, że nie zrozumie naszego seplenienia.

Drugi styl rozmowy, czyli  jak z  małym (około trzyletnim) człowiekiem.

Dziecko to człowiek, tylko mały. By nawiązać prawidłową z nim komunikację  wystarczy przykucnąć i już widzimy, że to faktycznie mały człowiek. Możemy z nim rozmawiać normalnym językiem, nawiązując kontakt wzrokowy, trochę jak z obcokrajowcem uczącym się języka polskiego. Obcokrajowiec  rozumie, ale kaleczy gramatykę i nie zawsze rozumie, bo nie zna wszystkich słów. Gdy mamy w zwyczaju słuchać uważnie tego, co mówi mały człowiek, nie musi on wrzaskami wymuszać uwagi otoczenia. Ba – można mu nawet powiedzieć, poczekaj chwilkę jestem zajęta, zaraz porozmawiamy…. i……….. ono poczeka. Oczywiści to nie oznacza, że zawsze się tak zachowa, ale zazwyczaj. Rozmawiając jak z małym człowiekiem uczymy go argumentowania, negocjowania, ustępowania. Już o tym pisałam, że bycie konsekwentnym to ważna rzecz w procesie wychowania.  Jednak i od tej reguły powinny być wyjątki tzw. niekonsekwencja kontrolowana. Stosujemy ją po to, by dzieciaka nauczyć ustępowania, by nie stał się totalnym uparciuchem naśladując konsekwentne (nieprzejednane, uparte, nie negocjowalne) zachowanie rodziców. Rodzice swoje NIE powinni wybiórczo uzasadniać dziecku. Wybiórczo , bo czasami dziecko ma słuchać i już, nie da się nieustająco uzasadniać, argumentować etc.

Jakie są zyski z traktowania dziecka jako małego człowieka? Spore, dziecko jest bardziej zrównoważone i spokojniejsze bo nie musi walczyć o swoją pozycję w rodzinie, ma poczucie że ma prawo do swojego zdania i oceny sytuacji czego przykładem jest Zosia, która z dużym spokojem powiedziała do mamy wybierającej się z nią na spacer „ mamo trzeba mi założyć buty – przecież nie pójdę  w  bamboszach”. Dzieci świetnie argumentują swe postępowanie, np. dlaczego świrujesz?- bo lubię.  A rodzice muszą znaleźć kontrargument.

Pozdrawiam i wracam do szafy, Elżbieta